They're coming to take me away
środa, 14 stycznia 2015
Rozdział 6 -To nie była randka!
Moje usta automatycznie wykrzywiły się w nieśmiałym uśmiechu, gdy ta mi się przedstawiła. Policzki oblały się rumieńcem, kiedy dotarło do mnie, że gapiłem się na nią kompletnie bez słowa przez jakiś czas. Słyszałem ciche chichoty od strony przyjaciół z Instytutu. Dziewczyna, która przedstawiła mi się jako Selene również cicho, ale niezwykle uroczo się zaśmiała. W końcu uznałem, że przecież również należałoby się przedstawić. Zamrugałem kilka razy, chcąc w końcu przywrócić się do normalnego stanu.
-Aller... Py.. ekhhm... John -wykrztusiłem w końcu swoje imię, przestając się jąkać. Zaraz po tym uderzyłem się otwartą dłonią w twarz. Ponownie usłyszałem ten sam dziewczęcy śmiech.
-Miło mi... John. -odparła, posyłając mi radosny uśmiech. Odpowiedziałem jej tym samym, chociaż moje policzki dalej były zarumienione. Wygłupiłem się i to nieźle. Jak idiota gapiłem się na nią, a w dodatku nie potrafiłem wypowiedzieć własnego imienia. I to jeszcze przed przyjaciółmi. Już mogłem być pewien, że nie dadzą mi spokoju po powrocie.
-Mieszkacie w tamtym dużym budynku? -spytała spokojnie, wskazując dłonią w stronę Instytutu. Faktycznie można było zobaczyć stąd dość sporą jego część. Zaskoczyło mnie to, zwłaszcza, że od strony naszej szkoły ten budynek nie jest wcale dobrze widoczny. Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że coś tu w ogóle jest prócz pustej działki.
-Tak... to nasza szkoła. Instytut dla uzdolnionej młodzieży. -odpowiedziała radośnie Katherine, podskakując z podekscytowania.
-Jeej... super! Słyszałam kiedyś o tej szkole i sądziłam, że uczą się tam sami sztywniacy. -przyznała, unosząc brew i uśmiechając się szeroko.
-Wiesz... może nie wszyscy, ale jacyś na pewno się znajdą. -mruknąłem, odchrząkując charakterystycznie i "zupełnie przypadkiem" trącając Bobby'ego ramieniem. Po tym uśmiechnąłem się znacząco, spoglądając w jego stronę. Usłyszałem śmiech ze strony pozostałych.
-Wcale nie jestem żadnym sztywniakiem! Po prostu w odróżnieniu od Ciebie, przywiązuję uwagę do nauki, bo dbam o swoją przyszłość i chcę robić coś więcej prócz siedzenia z telefonem w ręce lub laptopem na kolanach i pisania tych swoich historyjek.
-No cóż... nic nie osiągniesz, jeśli będziesz wiecznie jęczał, jaki to jesteś mądry, cudowny i tak daaalej... a to nie głupie historyjki, tylko blog. Jeśli chcesz wiedzieć, moje historie mają wielu czytelników. Po prostu korzystam z tego, że kocham i potrafię tworzyć coś więcej, niż tylko reakcje chemiczne czy równania! -warknąłem, odpowiadając mu wyraźnie zirytowanym tonem. Miałem na celu jedynie przekomarzanie się, a zaczęła wychodzić z tego już poważniejsza kłótnia.
-Hej, hej! -wtrąciła się Rogue, otulając rękoma ramię Bobby'ego. -Skończcie już! To bez sensu. Mieliśmy poznać nowych sąsiadów, a wy znowu się kłócicie. Dajcie spokój... -poprosiła błagalnym tonem, po czym spojrzała łagodnie najpierw na niego, a później na mnie. Uwielbiałem ten jej wzrok. Przepełniony delikatnością i czułością. Sprawiał, że od razu się uspokajałem. Przytaknąłem jej tylko i od razu się uspokoiłem.
Po chwili usłyszeliśmy, jak ktoś wykrzykuje imię nowo-poznanej przez nas dziewczyny. To byli jej rodzice.
-Przepraszam... muszę już iść. Ale skoro jesteśmy sąsiadami, pewnie nie raz się spotkamy. Na stałe wprowadzam się tutaj w przyszły wtorek. To cześć. -odezwała się, posyłając nam kolejny miły uśmiech. Pomachała dłonią, po czym podeszła do mnie i mocno przytuliła. Zdziwiony nawet się nie poruszyłem. Gdy już się odsunęła, puściła mi oczko, uśmiechnęła się i odeszła. Gdy już razem z rodzicami była daleko, Kitty zbliżyła się do mnie i pisnęła radośnie.
-Podobasz jej się, John!
-Daj spokój... wcale nie... -mruknąłem i ruszyłem razem z nimi z powrotem. Myślałem właśnie o Selene, a przyjaciele wcale nie dawali mi o niej zapomnieć. Wręcz przeciwnie. Cały czas o tym mówili. Kitty porządnie uparła się, że spodobałem się Selene. Ja nie byłem jednak pewien. Choć nie ukrywam, że to całe jąkanie się z mojej strony nie było przypadkowe. Czy to możliwe, że też bardzo mi się spodobała? Chyba tak... chociaż musiałem na spokojnie o tym pomyśleć.
Gdy dotarliśmy do Instytutu i ściągałem kurtkę, zauważyłem, że coś wypadło z kieszeni. Odwiesiłem ubranie na wieszak i schyliłem się, by podnieść znalezisko. Była to mała karteczka zapisana cyframi. Z drugiej strony widniał napis: "Selene. Napisz albo zadzwoń".
Uśmiechnąłem się sam do siebie, widząc to i schowałem kartkę do kieszeni. Wpadłem do pokoju, zauważając, że Peter i Bobby zajęli się już sobą.
-Widział ktoś mój telefon? -spytałem, rozglądając się wokoło.
-Znowu? -odezwał się Bobby, odrywając wzrok od... podręcznika z chemii. -tam gdzie go zostawiłeś, tam jest... naucz się pilnować go i trzymać przy sobie.
-Oj przestań... -mruknąłem tylko. Zacząłem szukać po szafkach i na łóżku. W końcu znalazłem go. Biały smartfon Quantum 600.
Zapisałem jej numer, jednak coś powstrzymało mnie od zadzwonienia. Tak od razu? Jeszcze coś sobie pomyśli. Schowałem telefon do tylnej kieszeni spodni i usiadłem na łóżku. Wpatrując się w sufit zacząłem intensywnie myśleć... właśnie o niej. Nieważne, jak bardzo bym chciał, nie potrafiłem się od tego uwolnić.
-Oglądasz dzisiaj z nami film wieczorem? -rzucił nagle Bobby, odkładając książkę na bok. Spojrzałem na niego dopiero chwilę po pytaniu.
-Jaki film? -spytałem od niechcenia.
-Nie wiem, Kitty i Rogue wybrały jakiś horror... chcą go dzisiaj z nami obejrzeć. Bardzo zależy im, żebyś też był. -przyznał, biorąc trzy książki i chowając je do swojej szafki.
-Okej... czemu nie. -odpowiedziałem, odwracając się do nich plecami. Wpatrując się w ścianę, nie słuchałem już w ogóle tego, co mówią. Zająłem się własnymi myślami.
Było tak aż do późniejszego wieczora. Nie zadzwoniłem, ale zaczęliśmy ze sobą pisać przez sms'y. W końcu jednak przyszła po mnie Kitty. Wyłoniła się ze ściany tuż obok mnie.
-John! Chodź. Zaczynamy. -zaczęła podekscytowana. Nie zdążyłem nawet odpowiedzieć, bo zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Westchnąłem tylko i wstałem z łóżka. Wychodząc z pokoju spotkałem kilkoro młodszych uczniów. Też zmierzali do salonu. Gdy przybyłem na miejsce, zauważyłem, że tym filmem zainteresowało się więcej osób niż sądziłem. Nawet nasi nauczyciele przysiedli się, by zerknąć choć na moment. W tym profesor Xavier. Usiadłem na sofie obok Bobby'ego i Rogue, korzystając z ostatniego wolnego miejsca i spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Film się zaczął. Nie okazując jednak specjalnego zainteresowania nim korespondowałem dalej z Selene. Nagle ktoś wyrwał mi telefon z dłoni. Zaskoczony spojrzałem w górę. Zobaczyłem Logana.
-Odłóż choć na chwilę to swoje ustrojstwo i obejrzyj z nami film. -uśmiechnął się i położył mój telefon na komodzie, kilka metrów dalej. Warknąłem cicho pod nosem i wziąłem jedną z poduszek, obejmując ją mocno i przytulając do siebie. Oparłem brodę o jej krawędź i zacząłem oglądać. Nie było to zbyt ciekawe. Przynajmniej na początku. Wraz ze strasznymi scenami rozpoczęła się seria pisków i szeptów. Sądziłem, że profesorowie wpadną tylko na chwilę, ale wyraźnie wciągnęli się w film. Nagle zadrżałem niespokojnie, widząc na ekranie bladą twarz otuloną hebanowymi włosami i unoszącymi się wokół niej, czarnymi kawałkami materiału. Była cała pocięta i nienaturalnie wykrzywiona. Wystraszyłem się, ale dalej wpatrywałem w ekran. Co chwilę zerkałem jednak do tyłu, w stronę telefonu. Logan siedzący za mną wyraźnie to zauważył, bo spojrzał na mnie znacząco z cwanym uśmiechem. Westchnąłem tylko zrezygnowany i powróciłem do obserwowania obrazu telewizora. Nagle, przy kolejnej charakterystycznej dla takich filmów scenie na miejscu tuż obok mnie wyłoniła się Kitty. Wtedy to dopiero się wystraszyłem... aż odskoczyłem kawałek dalej, przybliżając się nerwowo do Rogue. Kitty, nie zauważając tego, że mnie wystraszyła, chwyciła mocno moje ramię i wtuliła się. Zdziwiony spojrzałem na nią spokojnie. Pierwszy raz coś takiego się zdarzyło, ale wcale nie narzekałem. Lubiłem jej bliskość. Z odrobiną niepokoju i nieśmiałości objąłem ją ramieniem. Ta w odpowiedzi wtuliła się we mnie jeszcze mocniej. Uśmiechnąłem się i w ten sposób przetrwałem jakoś do końca filmu. Gdy się skończył, było już po północy. Szybko poderwałem się z miejsca, ignorując dalej siedzącą tuż obok mnie przyjaciółkę. Podszedłem do komody i wziąłem swój telefon. Rzuciła mi się w oczy informacja: "7 nowych wiadomości" i "4 nieodebrane połączenia". Odczytałem je wszystkie. Były krótkie. Każda miała podobną treść. Nic w sumie się nie stało. Dopytywała tylko, czy coś jest nie tak albo czy jestem przy telefonie. Ostatnia wiadomość została wysłana godzinę temu, więc już sobie odpuściła. Westchnąłem i odpowiedziałem jej:
'Wybacz, koledzy namówili mnie na oglądanie filmu i jeden z nauczycieli zabrał mi telefon, żebym skupił się na wspólnym spędzeniu czasu z nimi. Pogadamy później? A może się spotkamy? Co Ty na to?"
Wysłałem wiadomość i z uśmiechem ruszyłem do pokoju. Przebrałem się szybko w luźniejsze, ciemne spodnie i szarą koszulkę. Położyłem się do swojego łóżka, trzymając telefon w dłoni. Udało mi się szybko zasnąć.
Byłem w cudownym nastroju, gdy się rano obudziłem. Tryskałem radością i pozytywną energią. Gdy zobaczyłem wiadomość od Selene potwierdzającą nasze spotkanie, z uśmiechem wyskoczyłem z łóżka. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się w czarne spodnie i jaskrawą, pomarańczową koszulkę z symbolem płomieni.
Zszedłem na dół i wpadłem do kuchni. O porze, w której wszyscy zajęci byli śniadaniem, ja wyciągnąłem tylko z szafki napój. Wyszedłem równie szybko jak przybyłem i usiadłem w salonie. Wybrałem numer Selene i zadzwoniłem do niej.
-Hej, to jak, o której i gdzie? -spytałem radośnie, upijając łyk napoju.
-Jestem z rodzicami przy parku, zaraz jadą do ciotki, ale pozwolili mi zostać, żeby się z Tobą spotkać. Przyjdziesz?
-Jasne. Niedługo będę. -odpowiedziałem szybko i rozłączyłem się. Zobaczyłem Petera wchodzącego do salonu. Podbiegłem do niego szybko. Był starszy i wiedziałem, że ma prawo jazdy.
-Hej, Peter! Podwieziesz mnie do centrum? -spytałem podekscytowany. Na szczęście zgodził się. Uprzedził tylko, że o powrót muszę zadbać sam. Nie miałem innego wyjścia. Z powrotem nie musiałbym się tak śpieszyć, a na spotkaniu z Selene bardzo mi zależało.
Gdy dotarliśmy w końcu na miejsce, podziękowałem, wysiadłem z samochodu i ruszyłem w stronę parku, otulając się mocniej kurtką. Szukałem wzrokiem konkretnej osoby.
Nagle poczułem, czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Gdy się odwróciłem, zobaczyłem właśnie ją. Uśmiechnąłem się szeroko na jej widok. Wyglądała świetnie. Skórzana kurtka, długie, jasno-brązowe włosy i czerwone rękawiczki. Na jej widok uśmiech sam wyrwał się na twarz. Przyglądając się tak jej twarzy przez chwilę milczałem. Ciszę, podobnie jak wcześniej, przerwała ona.
-No to co u Ciebie słychać?
Wzruszyłem tylko ramionami, nie wiedząc za bardzo co odpowiedzieć. Co się u mnie działo? Ostatnimi czasy dosyć dużo, ale niby co miałem powiedzieć? Wygadać się, że jestem uczniem w szkole dla mutantów o super nadnaturalnych zdolnościach i razem z częścią drużyny X-men poleciałem ostatnio na Antarktydę?
-Nic ciekawego. Chciałem wczoraj zadzwonić, ale namówili mnie na oglądanie filmu, a Logan zabrał mi telefon. -westchnąłem, ruszając razem z nią na spacer.
-Czemu? Kto to Logan? -dopytywała ciekawsko, mimo że w wiadomości wszystko wyjaśniłem.
-Nasz... -zawahałem się. -trener. Chciał, żebym skupił się na filmie i spędził z nimi trochę czasu... -zaśmiałem się cicho, spoglądając w dół na ziemię. Zadrżałem lekko z zimna.
Spacerowaliśmy tak jeszcze przez kilka godzin. Dzięki samej jej obecności chłodne objęcia wcale mi nie przeszkadzały. Czułem w sercu ciepło i rozmawiałem radośnie, śmiejąc się i nie spuszczając jej twarzy z oczu. Była cudowna -taka promienna i szczęśliwa. Lecz gdy w końcu zimno dało się we znaki i jej, poszliśmy do kawiarni.
-Czego się napijesz? -spytałem, spoglądając na dużą tablicę nad ladą.
-Latte z mlekiem.
-Okej, to idź zajmij miejsca, ja zapłacę.
W odpowiedzi posłała mi tylko słodki uśmiech i ruszyła w stronę stolika. Zajęła dla nas jedno z nielicznych już wolnych miejsc. Jak widać, wiele osób postanowiło rozgrzać się ciepłym napojem. Na szczęście i my się załapaliśmy.
Zamówiłem dla nas kawę i usiadłem obok niej.
-Dziękuję -odpowiedziała, biorąc swój kubek. -nie ściągasz kurtki? -spytała zdziwiona.
-Nie... zimno mi. -zadrżałem, nie przestając się i uśmiechać i skrzyżowałem ręce przy torsie. Ona wtedy tak uroczo zachichotała.
-Aż tak? -spojrzała na mnie, unosząc brew.
-Mhm... nienawidzę zimna. -przyznałem, upijając łyk kawy i rozkoszując się gorącym płynem. Zaczęło się ściemniać. Nie rozmawialiśmy w sumie o żadnych wielkich sprawach. Skupialiśmy się na opowiedzeniu czegoś o sobie. Każdy z nas chciał wiedzieć więcej o tym drugim. Opowiedziałem jej o naszym Instytucie, ale rzecz jasna w wersji oficjalnej -prywatne liceum dla młodych talentów. Ani słowem nie wspomniałem o tym, że ja i moi przyjaciele jesteśmy mutantami o niezwykłych, niecodziennie spotykanych zdolnościach, chociaż bardzo korciło mnie, by się tym pochwalić. Kochałem swoją moc. Miałem ochotę obwieścić to całemu światu, chociaż dobrze wiedziałem, że profesor w życiu by na to nie pozwolił. Ludzie wiedzieli już od dawna o istnieniu mutantów wśród nich... nie byli jednak do takich osób zbyt przyjaźnie nastawieni. Zdarzały się oczywiście wyjątki, choć z reguły bardzo rzadko. Kto wie... może kiedyś opowiem jej o wszystkim dokładnie i w szczegółach. Byłem pewien, że w końcu będę mógł to wszystko wyznać.
Selene bardzo dużo opowiedziała mi o swojej rodzinie. Więcej nawet, niż sam uważałem na właściwe jak na pierwsze, dłuższe spotkanie.
Pochodziła z Sydney -miasta, które było i moim domem. Dowiedziałem się, że straciła biologicznych rodziców i od bardzo dawna mieszka w rodzinie zastępczej, w której jednak czuje się tak samo dobrze. Ci ludzie naprawdę ją kochają i widzą swoje dziecko -może również dlatego, że jak później się dowiedziałem, nie mogli mieć własnych.
Świetnie się rozumieliśmy. Znaleźliśmy wspólny język bardzo szybko, co oczywiście bardzo mnie ucieszyło. Nie mogliśmy przestać... po prostu gadaliśmy i gadaliśmy. Z każdego kolejnego tematu wypływało kilka nowych, więc jedyne czego nam niestety zabrakło to czas.
Było już bardzo późno kiedy postanowiłem wrócić do Instytutu. Gdy ona poszła w swoim kierunku, wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni, stojąc na skraju chodnika. Chciałem spytać Petera, czy może po mnie przyjechać i miałem na to naprawdę wielką nadzieję. Niestety -bateria rozładowana.
Droga do Instytutu, nie dość, że sama z siebie dosyć długa, to ciemność i zimno wcale nie ułatwiały mi sprawy. Idąc w końcu dość szeroką, leśną drogą usłyszałem za sobą samochód, a tuż po tym widoczność poprawiły jasne światła. Gdy się zbliżyły, zobaczyłem, że to samochód Scotta Summersa. Usłyszałem również głos dr. Grey.
-Wsiadaj! -zawołała z uśmiechem przez otwarte okno. Wsiadłem więc posłusznie do auta i zapiąłem pas. Od razu zdecydowanie mi ulżyło, gdy poczułem ciepło ogrzewania.
-I jak tam na spotkaniu z nową koleżanką? -spytała najwyraźniej bardzo zaciekawiona Jean.
-Świetnie... miałem wracać wcześniej, ale kompletnie straciłem poczucie czasu.
-Przynajmniej dobrze się bawiłeś. Pamiętaj tylko o jutrzejszym treningu z Loganem.
-Znowu zaciągnie nas w las, czy włączy symulator na najwyższy poziom?
-Nie mam pojęcia. Powiedział, że ma dla was jakąś niespodziankę.
-Jego niespodzianki zawsze są albo złośliwe, albo zagrażają naszemu zdrowiu lub życiu...
Scott parsknął śmiechem na moje słowa. Jean tylko szturchnęła go w ramię. Kiedy wróciliśmy, od razu skierowałem się do kuchni. Spotkałem tam Katherine.
-Cześć, Kitty -przywitałem się spokojnie, nie ukrywając podekscytowania i zadowolenia. Byłem naprawdę szczęśliwy z powodu spotkania z Selene. Żałowałem jedynie tego, że tak szybko się skończyło. Wspaniale czułem się jej towarzystwie. Gdy po prostu... jest obok. Nie musiałaby nawet nic mówić, patrzeć na mnie, nie robić nic... po prostu być. Chyba naprawdę mi się spodobała... zauroczyła mnie nie tylko swoim pięknem, ale także humorem, szczerością, zaufaniem -całym swoim charakterem.
-Heej -odpowiedziała, kręcąc się w tam i z powrotem.
-Jak tam na randce? -dodała szybko.
-To nie była randka... -zaprzeczyłem od razu, choć niepewnie. Usiadłem przy blacie. Zdziwiło mnie to, że w ogóle na mnie nie patrzyła.
-Ale... -chciałbym, żeby była... -przyznałem, kładąc głowę na blacie. Uśmiechnąłem się pod nosem i rozmarzony zacząłem wpatrywać się w przestrzeń.
-Jest wspaniała... chcę przebywać w jej towarzystwie. Słyszeć jej głos, widzieć te piękne oczy i całą jej wspaniałą, delikatną twarz. Tak magicznie się przy niej czuję! W dodatku... tak słodko się uśmiecha...
W odpowiedzi z jej strony usłyszałem tylko ciche westchnienie. Zauważyłem, że jest jakaś dziwnie markotna.
-Ej... -mruknąłem, podrywając się z miejsca. Podszedłem do niej i usiłowałem zobaczyć jej twarz, ale ta po raz kolejny odwróciła się tyłem.
-Co Ci jest? -spytałem zmartwiony. Jej stan wcale nie był mi obojętny. Przecież to przyjaciółka. Jak mógłbym zignorować jej złe samopoczucie? -spytałem sam siebie w myślach. Przecież to było raczej coś oczywistego. Mimo tego zainteresowania ona najwyraźniej nie miała najmniejszej ochoty ze mną rozmawiać.
-Nic... -odparła oschle, po czym szybko wyszła z kuchni. Nie pofatygowała się nawet, by dojść do drzwi. Skorzystała z małego skrótu i przeniknęła przez najbliższą jej ścianę. Spojrzałem tylko jak znika, po czym zastygłem w bezruchu, krzyżując ramiona przy torsie. Przez chwilę zastanawiałem się, o co jej mogło chodzić. W końcu ruszyłem jednak do pokoju z myślą, że to pewnie jakieś jej osobiste, damskie sprawy i niedługo przejdzie. Miałem jednak jakieś dziwne przeczucie, że chodzi o coś innego...
Poszedłem do pokoju i podłączyłem telefon do ładowarki. Wtedy natychmiast go włączyłem i zadzwoniłem do Selene. Jeszcze było nam zdecydowanie mało. Bardzo długo ze sobą rozmawialiśmy. Gdy Peter i Bobby już spali, ja jeszcze śmiałem się we wspólnej rozmowie z nową przyjaciółką. Szkoda, że nie mogłem wtedy zostać na dłużej. Gdy jednak znów słyszałem jej głos, było to dla mnie wielkie pocieszenie. Kiedy tylko ona zaczynała mówić, automatycznie radośnie się uśmiechałem.
W taki właśnie sposób ten dzień stał się jednym z najpiękniejszych w moim życiu. Chyba się zakochałem, albo przynajmniej zauroczyłem. Gdybym jednak wiedział, jak to się skończy w przyszłości, unikałbym tego spotkania ze wszelką cenę
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Za pierwszym razem nie wyszło. Pewnie od ilości pochwał, które tutaj wpisałam. xD Ale to nic, bo mnie to nie zdemotywowało i próbuję raz jeszcze. ^^
OdpowiedzUsuńA zatem:
11/10 za styl, bo mi się strasznie podoba. Nie dość, że wszystko ładnie i niemal szczegółowo opisane, to logicznie i przyjemnie się czyta. Całość nie odstaje technicznie, bo wszystkie rozdziały są tak samo dobre jakościowo, aczkolwiek szczególnie wbija się pierwsza część. A dokładniej pierwsza połowa. Gdyby dodać jeszcze kilka szczegółów, naprawdę można byłoby to wykorzystać nawet w filmie.
Podoba mi się również to, że prawie ciągle się coś dzieje. Wpierw akcja z przeszłości, pierwsza przygoda i starcie. Potem symulacje, akcja na Antarktydzie. A wszystko przeplatane zwykłymi sytuacjami ukazujące życie "od kuchni", tylko rozmowy, te z domu dziecka, w Instytucie, w dalszych rozdziałach nawet wspólne oglądanie filmu i różne inne. Towarzyszące temu odczucia i cała reszta - takie coś jest konieczne, zdecydowanie.
Co dalej? Pochwała za długość. Przyjemnie się czyta, fabuła wciąga, a do tego dość pokaźne rozdziały. Strasznie nie lubię jak opowiadanie ma krótkie części, bo zaczynasz czytać i nagle koniec. Tutaj szybko mija czytanie, ale jak się dochodzi do rozdziału, nie można nie kliknąć w "nowszy post", bo trzeba wiedzieć co dalej.
I chyba ostatnia część, to całokształt. Poza jakimiś małymi niedociągnięciami, które zresztą nie są jakieś strasznie rażące. Zresztą, o tym mówiłam poza blogiem (a kto nie wie, to go pozostawię w błogiej niewiedzy, bo nie powiem ;D). Tak czy inaczej jest świetnie.
No i czekam na kolejne rozdziały. ;)
Yeyku <3 to jest cudowne... <3
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział, ma być szybciutko <3