Zajęło nam to dość sporo czasu. Dotarliśmy na metę jako ostatni. Logan czekał już na nas z założonymi rękoma, opierając się o pień drzewa na niewielkim wzgórzu.
-Co tak długo? -mruknął tylko, bacznie obserwując każdy nasz ruch po dotarciu na koniec trasy. -Ostatnio było o wiele lepiej. -dodał szybko.
Nie odezwaliśmy się. Usiedliśmy tylko na ziemi, chcąc odpocząć. Przeczesałem dłonią swoje włosy, spoglądając porozumiewawczo w stronę Bobby'ego.
Po krótkim kazaniu od Logana wstaliśmy z ziemi, kierując się w stronę drzwi wejściowych Instytutu. Zmęczeni i zdenerwowani poszliśmy się przebrać.
Gdy byliśmy już w pokoju, usiadłem zrezygnowany na łóżku.
-Idzie nam coraz gorzej. -mruknąłem pod nosem.
-Wpadamy we wszystkie możliwe pułapki. -odpowiedział Bobby, zakładając białą koszulkę.
-Nawet te dzieciaki nas wyprzedziły! -przyznałem już zdecydowanie głośniej.
-Jak widać, są szybsze i sprytniejsze od nas. -stwierdził spokojnie, kończąc się przebierać. Po chwili do pokoju przyszedł również Peter. Wysoki, umięśniony chłopak o czarnych włosach spojrzał na mnie i spytał.
-Co jest?
-Co jest? -powtórzyłem nerwowo pytanie. -Idzie nam tragicznie. To jest. -warknąłem, opierając się łokciami o kolana. Po chwili wstałem i sam zacząłem się przebierać.
-To tylko trening. Logan marudzi... ale to standard. Zawsze komuś gorzej pójdzie. Skupmy się lepiej na lekcjach ze Scottem czy Xavierem. Są zdecydowanie ważniejsze.
Na moment położył mi swoją dłoń na ramię, po czym podszedł do szafy. Nie przyznałbym mu racji. Miałem na ten temat całkowicie inne zdanie. Zależało to w sumie od przedmiotu, ale z reguły sport i treningi szły mi lepiej niż siedzenie nad książkami i wkuwanie materiału. Mimo to znajdowały się takie tematy, nawet w najbardziej znienawidzonych przeze mnie przedmiotach, które bez trudu potrafiłem omówić.
Gdy zostałem już sam w pokoju, siedziałem przez chwilę na łóżku, wpatrując się przez okno. Pogoda była piękna... słońce grzało mocno i rozświetlało cały teren Instytutu oraz okoliczne lasy. Taki upał nie sprzyjał jednak terenowemu treningowi Wolverine'a.
W końcu wstałem i wyszedłem z pokoju. Kierując się długim korytarzem w stronę schodów, przystanąłem dopiero przy barierce, słysząc pewną rozmowę.
-Jestem pewna, że się uda. Ale Xavier nie pochwala tego pomysłu. Jeśli jednak uda nam się go przekonać, dzieciaki nie mogą o tym wiedzieć.
Słysząc głos Storm płynący zza rogu, zaledwie kilka metrów ode mnie, postanowiłem posłuchać dalszej części rozmowy.
-Któryś z nich na pewno się dowie. A wtedy będą chcieli lecieć z nami.
-Nie ma mowy! To zbyt niebezpieczne nawet dla niektórych z nas... może lepiej będzie, gdy polecą tylko dwie osoby?
-Ro, to ryzykowne.
-Wiem, Scott... nawet bardzo. Ale o wiele gorzej jest ryzykować życie naszych uczniów.
-W porządku... chodźmy więc do Logana.
Usłyszałem wtedy kroki... wyraźnie zbliżały się do mnie. Ruszyłem powoli i cicho po schodach, sprawiając wrażenie, jakbym kompletnie nic nie słyszał. Nawet nie spojrzałem w ich stronę. Po zejściu ze schodów bezzwłocznie skręciłem w lewo i zatrzymałem się dopiero przy Robercie i Rogue.
-Słyszałem rozmowę Storm i Scotta. Planują jakąś akcję, ale starają się ją przed nami ukryć. Co wy na to, żebyś niespodziewanie się w to wkręcili?
Uśmiechnąłem się cwanie, patrząc uważnie na przyjaciół. Czekałem cierpliwie, chociaż wiedziałem, jak będzie wyglądała rozmowa na ten temat, jak i jej wynik.
* * *
Poczułem nagle, jak ktoś ściska mnie za ramiona. Zadrżałem gwałtownie, odwracając szybko głowę. Chwilę później zobaczyłem obok siebie uśmiechniętego dzieciaka.
-Artie... -zaśmiałem się. -Co ja Ci mówiłem o takich wejściach?
-Mówiłeś, że mam Cię tak nie straszyć.
Chłopiec uniósł dumnie głowę, nie przestając się uśmiechać.
-Więc czemu wciąż to robisz? -spytałem żartobliwie, delikatnie go łaskocząc. Odpowiedział mi głośnym śmiechem.
-Bo to Cię denerwuje. -odparł ze złośliwym uśmieszkiem.
Chwilę później zobaczyłem przechodzących przez pomieszczenie Scotta i Logana. Ubrani byli w uniformy X-menów, a więc szykowali się już na akcję. To było oczywiste, a przynajmniej dla mnie, po tym, co usłyszałem w rozmowie nauczycieli. Posłałem pytające spojrzenie w stronę Bobby'ego i Rogue. Zawahali się, ale w końcu przytaknęli. Wcześniej już wszystko omówiliśmy. Gdy nauczyciele zniknęli za drzwiami, wstaliśmy prawie jednocześnie i ruszyliśmy szybkim krokiem w ich stronę. Nie zwracaliśmy nawet uwagi na reakcję pozostałych na nasze nagłe odejście. Mieliśmy własny, ważny cel. Minęliśmy kilka zakrętów i znaleźliśmy się w ogromnym hangarze. Na środku stał potężny, czarny odrzutowiec. Tuż po wejściu do pomieszczenia pociągnąłem pozostałą dwójkę za sobą. Ukryliśmy się za jakimiś pudłami.
-Co my właściwie wyprawiamy? -wyszeptał Drake.
-Jak to co? -uśmiechnąłem się znacząco. -Lecimy na misję.
-A co, jeśli nas przyłapią? -spytała wyraźnie wystraszona Anna.
-O to się nie bój, wszystko będzie w jak najlepszym porządku. -zapewniłem.
Gdy Scott i Logan zniknęli z naszego pola widzenia, zbliżyliśmy się do samolotu i rozejrzeliśmy dokładnie wokoło. Gdy już znaleźliśmy się w środku, nie czekając zaczęliśmy szukać tymczasowej kryjówki.
* * *
-Gapowicze, możecie już wyjść. -zaśmiał się donośnie. Zaraz po tym niewielkie drzwi otworzyły się, a my poczuliśmy na sobie wzrok mężczyzny. Na marne można było szukać zdziwienia na jego twarzy. Spodziewał się tego? Najwyraźniej doskonale wiedział o naszej obecności w Blackbird.
-Skąd wiedziałeś? -spytałem niepewnie. Wolverine wskazał tylko na swój nos i szeroko się uśmiechnął
-Wyostrzone zmysły, młody. Czuć Was z daleka. Twój lakier do włosów zwłaszcza... ogranicz go trochę, co?
Skrzywił się.
Wyszliśmy zrezygnowani ze swojej kryjówki. Jedno było pewne: nie mogli nas już wyrzucić... chyba.
Scott, który właśnie siedział za sterami odrzutowca, odwrócił gwałtownie głowę.
-Co oni tu robią?! -spytał nerwowo. -Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś?! -wrzasnął zirytowany.
-Wiem co robię. Skoro tak bardzo chcieli polecieć na misję, dajmy im szansę. Będą mieli bardzo poważną nauczkę na przyszłość. -mruknął, z powrotem siadając na swoje miejsce, tuż obok Cyklopa.
-Siadać i zapinać pasy! Bez kombinowania! -dodał, tym razem jednak zwracając się do naszej trójki.
-Logan, to nie przypadkowa misja, dobrze wiesz, co mówił na ten temat profesor!
-Powtórzę... wiem, co robię.
Spojrzał na niego znacząco, wyraźnie chcąc coś mu tym uświadomić. Scott już się nie odezwał. My zajęliśmy swoje miejsca.
-Gdzie lecimy? Kiedy będziemy na miejscu? -dopytywałem podekscytowany.
-Cierpliwości. -uspokoił go Logan. -chociaż szczerze wątpię, by to miejsce Ci się spodobało, Ognisty.
Uśmiechnął się złośliwie.
-Co? Co to za miejsce? -spytałem niespokojnie. Gdy Logan miał się już odezwać, w ostatniej chwili przerwał mu Scott.
-Arktyka.
Całą naszą trójkę kompletnie zatkało. Nie miałem pojęcia, co na to odpowiedzieć. W jednej chwili zalała mnie fala nieprzyjemnych, mieszanych uczuć. Cieszyłem się na misję, ale miejsce absolutnie nie przypadło mi do gustu. Wolałbym raczej zdecydowanie cieplejsze klimaty.
-Jak to? Lecimy... na biegun? -spytała Rogue zupełnie tak, jakby nie mogła w to uwierzyć.
-Tak, na dość niebezpieczną misję. -przyznał Wolverine.
-Po co?
-Musimy kogoś znaleźć... i coś odzyskać.
-Super! Będziemy walczyć z Wami! Pomożemy Wam! -przyznałem, podskakując z zachwytu i radości.
-Siadaj i zapinaj pasy! -krzyknął mężczyzna z wizjerem na oczach. Usiadłem posłusznie, lecz niezbyt chętnie. Zamiast zapiąć pasy, skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej i obserwowałem wszystkich po kolei. Usiłowałem powstrzymać się od krzyków oraz pytań.
Anna niespokojnie rozmawiała szeptem z Bobby'm. Wątpiła od samego początku, czy aby na pewno warto wtrącać się w sprawy, które przecież nie bez celu próbowali ukryć przed uczniami. Powiedziała to już wtedy, gdy przedstawiałem im swój pomysł.
Minęło troczę czasu, zanim dotarliśmy na miejsce. Zmniejszyliśmy wysokość i przystąpiliśmy do lądowania. Jedyne co wtedy było widać za oknami to śnieżnobiała pokrywa lodowa i błękitne niebo. Mimo tego, że nie zasłaniał go ani jeden obłok, a słońce było dobrze widoczne, ciepło wcale nie trzymało się tego miejsca. W końcu to biegun północny.
Jednak mimo niskiej temperatury nawet ja wydawałem się być w świetnym humorze. Gdy już wylądowaliśmy, wokół nie było nic prócz oczywiście lodu.
-Załóżcie to, wasze ubrania nie nadają się na tę wyprawę. Chyba że chcecie skończyć jako rzeźby lodowe.
-Wyprawę? -spytałem, odbierając od Logana czarny kostium ze znakiem "X".
-Tak. -mruknął. -to niedaleko, ale resztę drogi musimy przejść na piechotę.
-Dlaczego? -spytałem zdziwiony.
-Żeby nas nie znaleźli. Odrzutowiec namierzyliby już z daleka. Musimy dostać się za tamte góry.
Wskazał kciukiem na okno, za którym zobaczyliśmy ogromne wzgórza pokryte oczywiście śniegiem i lodem. Westchnąłem cicho i poszedłem się przebrać.
Gdy już wszyscy byliśmy w swoich strojach, mogliśmy bez obaw wyruszyć na wspomnianą wyprawę. Wyszliśmy z odrzutowca.
Gdy postawiłem pierwsze kroki na lodowym, białym podłożu, poczułem chłodny wiatr ocierający się o moje policzki. Zadrżałem mocno, rozglądając się dookoła. Wszędzie widziałem tylko lód... lód, lód i lód.
Iceman stał tuż obok mnie. Wyprostowany i wyraźnie bardziej zadowolony. Złapał powietrze w płuca, uśmiechając się szeroko. Spojrzał na mnie z cwanym uśmiechem.
-Co? Zimno? Mi się tu podoba. -przyznał złośliwie.
Warknąłem cicho pod nosem, po czym zaciskając pięści ruszyłem posłusznie za pozostałymi.
Stawiając kolejne kroki, czułem się coraz gorzej. Zimno dawało mi się we znaki coraz bardziej z każdą minutą. Nie mogłem się przecież zatrzymać... wtedy i oni musieliby to zrobić. Co miałem powiedzieć? "Stójcie! Nie mam siły żeby iść... za zimno" ? Nie. Wyśmialiby mnie. Uznaliby za słabszego. Nie mogłem przecież na to pozwolić.
Uniosłem głowę w górę, próbując zignorować wiatr. Nie był co prawda zbyt silny i groźny, ale zdecydowanie wystarczył, by utrudnić obserwowanie drogi przed sobą. Co strzeliło mi do głowy, by na ślepo wpakować się w misję? Wyraźnie przecież słyszałem, o jakim niebezpieczeństwie mówili. Może to wcale nie Iceman chciał im coś udowodnić?
Próbowałem odgonić od siebie negatywne myśli, ale one wciąż napływały. Gdy tylko dałem radę odsunąć od siebie jedną, automatycznie przychodziła druga. Nie mogłem skupić się na niczym pozytywnym, jak i na tym, co właśnie mówił nam Logan. To musiało być ważne, skoro po tak długiej trasie zaczął coś tłumaczyć. Rozumiałem jedynie pojedyncze słowa i krótkie części zdania. Za bardzo się zamyśliłem. Chciałem przestać... skupić się na tym, co mówił Wolverine, ale zwyczajnie nie potrafiłem. Rozmyślałem trochę na temat tego, co narobiłem, w co wpakowałem przyjaciół i czy aby na pewno wyjdziemy z tego cało. W tamtym momencie najbardziej skupiałem się jednak na czymś innym. Może żałośnie to brzmi, ale najważniejsze dla mnie było, by nie wyjść na oczach reszty na słabego dzieciaka nie potrafiącego wytrzymać wędrówki.
To prawda, chciałem im zaimponować. W końcu to była właściwie moja pierwsza misja. Z natury nie lubiłem być postrzegany jako słaby i nie dający sobie rady z wyzwaniami. Nie lubiłem również, gdy ktoś wprost, lub pośrednio uświadamiał mi, że jestem od kogoś gorszy. Co to właściwie znaczy? Pod jakim względem mam być gorszy? Nie wiem, czy to po prostu mój charakter, a może pewne wydarzenia z życia sprawiły, że po prostu zawsze starałem się być w centrum uwagi jako ten najlepszy.
Wędrówka była dłuższa niż myślałem. Ledwo stawiałem kolejne kroki. Uniosłem głowę, na szczęście, nie tylko ja byłem tak zmęczony. Po Annie i Robercie również można było to zobaczyć. Miałem cichą nadzieję na to, że przystaniemy, żeby odpocząć. Logan i Scott jednak wydawali się nawet o tym nie myśleć. Wzdychając cicho, mocniej otuliłem się kurtką, którą założyłem jeszcze na czarny kostium. W milczeniu kroczyłem dalej.
Znaleźliśmy się w końcu wśród wysokich pagórków i zasp. Przedzieraliśmy się przez wąskie tunele wzdłuż ogromnych kawałów lodu i wspinaliśmy na wysokie, strome wzgórza pokryte śniegiem, po to, by zaraz z nich zejść.
Nagle, wychodząc z wąskiego wąwozu o lodowych brzegach natknęliśmy się na wysoką, skalną ścianę. Spojrzeliśmy w górę.
-O cholera... -usłyszałem tuż obok siebie głos Logana, wyraźnie niezadowolonego z zaistniałem sytuacji. -Tego nie przewidziałem... według naszego komputera trasa miała wyglądać zupełnie inaczej, a przecież idziemy w dobrym kierunku.
Wolverine spojrzał na ekran małego urządzenia. Wyświetlała się na nim mapa terenu.
-Są dwa wyjaśnienia... albo jednak pomyliliśmy drogi, albo po prostu... -Scott nie zdążył jednak skończyć, bo zaraz po tym usłyszeliśmy głos Rogue, wyraźnie bardziej zadowolony niż pozostałych.
-Hej, spójrzcie! Co to? -zawołała głośno, oglądając coś przy jednej ze ścian tunelu. Podeszliśmy do niej. Zobaczyliśmy w skale metalowy okrąg z dziwnym znakiem.
Spojrzałem zdziwiony na Logana, a następie na Scotta. Oni jednak zajęci byli oglądaniem i analizowaniem naszego znaleziska.
Rozejrzałem się wtedy dokładnie po danym miejscu. Wokół nas były tylko skały, zaspy i lód. Byliśmy chyba we wnętrzu jakiejś góry... w ogromnym tunelu czy jaskini. Znaleziony przez nas symbol na pewno nie należał do środowiska naturalnego tego terenu. Poczułem chłodny powiew wiatru. Mocniej otuliłem się kurtką i zniecierpliwiony tupnąłem parę razy nogą.
Nagle usłyszałem głośny, dziwny dźwięk. Odwróciłem się gwałtownie do reszty, zaprzestając badania terenu. Skała przed nami zaczęła się rozsuwać. Po chwili pojawiło się w niej szerokie i wysokie przejście. Weszliśmy do środka.
Nagle zupełnie jakbyśmy znaleźli się w całkiem innym miejscu. Przed nami znajdował się długi korytarz o szarych, metalowych ścianach.
-A więc tak to ukryli. -mruknął Logan.
Spojrzałem tylko na niego, po czym posłusznie wraz z resztą ruszyłem przed siebie wgłąb korytarza. Poczułem znaczącą różnicę temperatur. W środku było znacznie cieplej, jednak nie miałem zamiaru zdejmować swojej kurtki.
-Dobra, teraz musimy być cicho. -szepnął Scott, rozglądając się wokoło. Szukał pewnie kamer i jakichś czujników. -Jeśli nas namierzą, będziemy mieli kłopoty.
Wyjął z kieszeni małe urządzenie, kliknął coś na nim, a zaraz po tym pojawił się przed nami holograficzny obraz. Mapa jakiegoś budynku.
-Musimy dostać się do laboratorium... to ta największa sala. Tam ukrywana jest broń. Nie chodzi nam głównie o nią, lecz o pewne pliki i coś, bez czego to coś nie będzie miało prawa zadziałać. Trzeba to zrobić szybko i najlepiej niezauważalnie... gdy wykryją intruzów, nie zdołamy uciec z budynku...
Słuchałem go uważnie, spoglądając zaniepokojonym wzrokiem w stronę przyjaciół. Oni widocznie byli równie przejęci. Przytaknęliśmy tylko. Chyba tylko Logan i Scott wiedzieli co robić. Może faktycznie lepiej by było, gdybyśmy zostali w Instytucie? Z jakiegoś powodu jednak Logan nas nie odstawił ani nie wygonił od razu z Blackbird... ciekaw byłem tylko dlaczego...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz